Kraków[email protected]+48 12 345 67 89

Kwiaciarnia Wojciechów i Synowie - trzy pokolenia przy Stradomskiej

Skąd się wzięliśmy

Wszystko zaczęło się w 1987 roku, kiedy Stanisław Wojciech wynajął niewielki lokal przy ulicy Stradomskiej w Krakowie i ustawił w witrynie pierwsze wiadra z różami. Miał wtedy trzydzieści dwa lata, wykształcenie ogrodnicze zdobyte w Szkole Rolniczej w Nowym Sączu i przekonanie, że dobry kwiat mówi więcej niż długi list. Sklep liczył może dwadzieścia metrów kwadratowych, a chłodnia stała w rogu na drewnianych paletach. Mimo to ludzie przychodzili - najpierw sąsiedzi z Kazimierza, potem klienci z całego Krakowa, którzy wiedzieli, że tu zawsze jest świeży towar i uczciwa cena.

Jak pracownia rosła przez lata

W połowie lat dziewięćdziesiątych do kwiaciarni dołączyli synowie Stanisława - Marek i Tomasz. Marek zajął się stroną florystyczną i przez dwa sezony praktykował u florysty w Amsterdamie, skąd przywiózł nie tylko nowe techniki wiązania, ale też kontakty do holenderskich hodowców. Tomasz wolał liczby i organizację, więc przejął kontakty z dostawcami i koordynację zamówień. Ten podział funkcji przetrwał do dziś.

Lokal przy Stradomskiej rozrósł się dwukrotnie po 2001 roku, kiedy udało się przejąć sąsiednie pomieszczenie po zlikwidowanym składzie papierniczym. Wtedy pojawiła się prawdziwa chłodnia z regulowaną temperaturą, osobna przestrzeń do przygotowywania kompozycji i pierwsze stoły warsztatowe z grubego buku, na których pracujemy do dziś.

Trzecie pokolenie w pracowni

Od 2019 roku przy ladzie regularnie pojawia się Zofia, córka Marka, która skończyła florystykę w Krakowie i przez rok pracowała w pracowni florystycznej we Wrocławiu. Wnosi inne spojrzenie na formę i kolor niż dziadek Stanisław, który wciąż wpada kilka razy w tygodniu i ma zdecydowane zdanie na temat tego, jak powinien wyglądać porządny bukiet ślubny. Te różnice zdań między pokoleniami - o proporcjach, o wyborze zieleni, o tym, czy wstążka powinna być jedwabna czy jutowa - to część codziennego życia naszego sklepu. Klientom często to opowiadamy, bo uważamy, że to uczciwe.

Co cenimy w tej pracy

Stanisław mawiał, że kwiat nie czeka. To banalne zdanie, ale w praktyce oznacza bardzo konkretne rzeczy: dostawy z giełdy kwiatowej odbieramy trzy razy w tygodniu, selekcja odbywa się ręcznie przy każdej partii, a kwiaty, które nie spełniają naszych wymagań, po prostu nie trafiają do witryny. Nie ma tu miejsca na kompromisy w sprawie świeżości, bo klient, który kupi u nas wiotkie tulipany, już nie wróci.

Pracujemy z lokalnymi dostawcami, kiedy tylko sezon na to pozwala. Od 2010 roku współpracujemy z gospodarstwem pod Wieliczką, które dostarcza nam piwonie, słoneczniki i część ziół dekoracyjnych od maja do września. Resztę sprowadzamy przez Holandię i Kenii, bo tak po prostu wygląda dzisiaj rynek kwiatowy i nie ma sensu tego ukrywać.

Nasz zespół i nasze miejsce

Dziś w kwiaciarni przy Stradomskiej pracuje na stałe sześć osób. Oprócz rodziny Wojciechów są to Agnieszka, która zajmuje się dekoracjami na wesela i eventy od ponad dziesięciu lat, oraz Bartek, który dołączył do nas w 2021 roku po szkole florystycznej w Poznaniu. Każdy ma swój styl i swoje ulubione kwiaty - Agnieszka nie wyobraża sobie jesieni bez dali, Bartek ma słabość do storczyków, a Zofia w tej chwili eksperymentuje z kompozycjami z suszonych traw.

Sklep przy Stradomskiej wygląda dziś zupełnie inaczej niż w 1987 roku, ale jest w tym samym miejscu. Stanisław czasem mówi, że Kraków zmienił się dookoła, a my stoimy w miejscu. Mówimy mu wtedy, że to nie jest wada.

Używamy plików cookie

Używamy plików cookie do działania strony oraz, za Twoją zgodą, do analityki i marketingu.