Kraków[email protected]+48 12 345 67 89

Blog

Skąd się wzięła Kwiaciarnia Wojciechów i Synowie

Wszystko zaczęło się w 1987 roku, kiedy Stanisław Wojciech otworzył pierwszy stragan z kwiatami przy Rynku Głównym w Krakowie. Miał wtedy trzydzieści dwa lata, skrzynkę narzędzi florystycznych i kilka kontaktów do ogrodników spod Wieliczki. Żona Krystyna pomagała mu wiązać bukiety przed świtem, zanim dzieci poszły do szkoły. Nie było żadnego wielkiego planu, była za to twarda praca i bardzo dobra znajomość tego, co w danym tygodniu jest naprawdę świeże.

Dziś sklep prowadzą dwaj synowie Stanisława, Marek i Piotr. Lokal mieści się przy ulicy Dietla, niedaleko Plant. Ojciec wciąż wpada sprawdzić, czy cięcie łodyg idzie tak jak trzeba.

Jak wygląda dostawa kwiatów do sklepu, krok po kroku

Piotr wstaje we wtorek i piątek o czwartej rano, bo o piątej trzydzieści zaczyna się rozładunek na krakowskim targu hurtowym przy ulicy Daszyńskiego. Roses importowane przez Rotterdam, gerbery z holenderskich szklarni, piwonie z Polski centralnej, sezonowe tulipany z Kujaw. Każda partia jest oceniana ręcznie: ściskamy łodygę, sprawdzamy twardość kwiatu, patrzymy na liście.

Kwiaty, które nie przejdą tego testu, po prostu wracają do hurtownika. Może to wydawać się drogie, ale przez trzydzieści kilka lat nauczyliśmy się, że klient pamięta, kiedy bukiet zwiędł po dwóch dniach, i nie wraca. Po przywozie wszystko trafia do chłodni ustawionej na siedem stopni Celsjusza. Łodygi są ścinane skośnie, ostrym nożem, nie nożyczkami, bo nożyczki miażdżą naczynia i kwiaty piją wtedy słabiej.

Dlaczego nie każdy kwiat nadaje się do każdego bukietu

Marek lubi powtarzać, że bukiet to nie kwestia gustów, tylko fizyki. Storczyk obok goździka w wodzie z pewnymi dodatkami chemicznymi do przedłużania świeżości przeżyje może tydzień, ale jeśli ktoś wrzuci do tego samego wazonu narcyzy, wydzielają one sokorot, który skraca życie reszty kwiatów o połowę. Klienci często proszą o konkretne połączenia, które wyglądają pięknie na zdjęciu w internecie, a potem są rozczarowani efektem po trzech dniach.

Dlatego przy każdym zamówieniu rozmawiamy o przeznaczeniu bukietu. Na wesele w sobotę, na stół w restauracji, do domu na tydzień, czy może do trumny, gdzie liczy się inna estetyka i inny dobór zieleni. To rozmowa, nie formularz.

Sezonowość, której nie da się ominąć

W Polsce mamy wyraźne rytmy kwiatowe i dobrze jest to wiedzieć, zamawiając coś z wyprzedzeniem. Marzec i kwiecień to tulipany i narcyzy, maj należy do konwalii i piwonii, czerwiec do róż ze śląskich upraw pod Strzelcami Opolskimi. Jesień przynosi wrzos, dalie i jeżówki. Zima to głównie gerbery, chryzantemy i to, co przylatuje do Europy samolotem z Ekwadoru lub Kenii.

Stanisław zawsze mówił, że zimowy bukiet z róż kosztuje więcej nie dlatego, że ktoś chce zarobić, tylko dlatego, że te kwiaty przebyły osiem tysięcy kilometrów w lodówce na pokładzie samolotu, a potem jeszcze pół Europy ciężarówką. Tłumaczenie tego klientom zajmuje trochę czasu, ale warto, bo zrozumienie ceny to podstawa dobrej relacji.

Wieńce i kompozycje okolicznościowe, które robimy inaczej

Wieńce pogrzebowe to temat, o którym rzadko pisze się wprost, a jest ważną częścią naszej pracy. Robimy je od podstaw: stelaż ze sprasowanej słomy lub pianki florystycznej, okrycie zielenią gałązek jodłowych lub bukszpanu, a dopiero potem układanie kwiatów warstwami. Chrysantemy i lilie to klasyka, ale coraz częściej rodziny proszą o coś mniej formalnego, z polnymi kwiatami albo z ulubionymi kwiatami osoby, która odeszła. W 2022 roku zrobiliśmy wieniec, w którym głównym elementem były słoneczniki, bo babcia zamawiającej miała pole słoneczników pod Tarnowem przez całe życie. To były najpiękniejsze zamówienie tamtego roku.

Przy weselach współpracujemy z kilkoma salami w Krakowie i okolicach, między innymi z dworkiem w Zielonkach. Ustalamy, jaki styl obowiązuje, jakie są kolory sukni, czy para preferuje lekkie kompozycje z traw ozdobnych i kosmosu, czy cięższe, klasyczne roze w głębokich bordo. Każde wesele wyceniamy osobno, po spotkaniu z parą albo przynajmniej po dłuższej rozmowie telefonicznej z Markiem.

Kilka słów na koniec, od Marka

Prowadzimy tę kwiaciarnię już trzydzieści siedem lat, licząc od pierwszego straganu taty. Kraków zmienił się nie do poznania, zmienili się klienci, zmieniły się trendy, ale jedno zostało takie samo: ktoś kupuje kwiaty, bo coś się wydarzyło. Urodziny, ślub, pogrzeb, przeprosiny, podziękowanie, albo po prostu środa i dobry humor. Nasze zadanie to zrozumieć ten moment i dobrać do niego właściwe kwiaty. Robimy to rano, po obiedzie i wieczorem, i nie wyobrażamy sobie innej roboty.

Używamy plików cookie

Używamy plików cookie do działania strony oraz, za Twoją zgodą, do analityki i marketingu.